Wczoraj. Dziś. Jutro – JA
Jestem w połowie rocznej grupowej psychoramy. Ostattnio była moja praca. Tytuł: JA. Podzieliliśmy strefy na 3 przeszłośc, teraźniejszość, przyszłość. Zostawiam to tu, aby pamietać i poskładać to w jedna calość.
PRZESZŁA JA
Byłam ruchem i biegiem.
Dniem, który miał za mało godzin, i nocą, która nie była po to, żeby spać.
Upychałam życie do granic możliwości – pracę, studia, ambicję, ludzi, treningi, podróże.
Nic nie mogł mnie ominąć. Zmęczenie było ceną, którą płaciłam bez negocjacji, bo w zamian dostawałam poczucie mocy, ze nie ma takiej drugiej ja ja:
„Jak to możliwe, że ja to wszystko zrobiłam?”
To byłam JA, która udowadnia, że da radę wszytko.
I dawałam.
Od 19. roku życia zapieprzała jak głupia: studiowałam i pracowałam bez przerwy – najpierw jako sekretarka full time i oczywiscie studia. Od 3 roku studiów to była już orka, mało pamietam, tylko to że chciałam nadąrzać za wszelką cenę mieć ciasto: w tygodniu pełny etat w agencji marketingowej od 9-17, a od 17.10 już zaczynałam studia wieczorowe, natomiast w weekendy pracowałam w kafejce internetowej 14h dziennie od 8 do 22, bo etat nie starczał mi na życie w Wawie i opłaty za studia.
W tygodniu etat + studia wieczorowe, w weekendy praca od rana do nocy, nie odpuszczałam imprezy, żeby nie stracić życia przez to, że pracuję. Wracałam o 4 rano, i o 8 byłam juz w pracy, trzeźwa? nie zawsze.
Spałam mało, żyłam szybko, brałam urlopy do ostatniej minuty – wracałam w nocy z drugiego końca świata i rano szłam do pracy.
To byłam ja, która udowadniała – sobie i światu – że da radę sama i to najwiecej.
I dawałam. Bardzo długo. Nie szanowałam swojego ciała, snu, odpoczynku. Chciałam mieć wszytko.
TERAŹNIEJSZA JA
Teraz jestem ciszą po hałasie.
Kanapa stała się bezpiecznym miejscem, a świat przychodzi do mnie sam.
Myślisz dużo, czujesz głęboko, działasz ostrożnie. Leżę za dużo.
Ciało zwolniło wcześniej niż głowa.
Nie pędzę – odpoczywam.
Nie inicjuję – pozwalam byc kto chce.
Nie zarabiam – szukam sensu.
To jest czas regeneracji, nawet jeśli bywa mylony z utknięciem.
To nie jest cofanie się.
To zatrzymanie przed kolejnym wyborem.
PRZYSZŁA JA
Moja przyszłość nie jest powrotem do zapierdolu.
Jest spokojną konstrukcją.
- Pracuje 2–3 dni w tygodniu, krótko i konkretnie. Mam jedno stabilne zlecenie, plus projekty ad hoc dodatkowe i swój własny pomysł, który dojrzewa bez presji. Zarabiam dobrze, bo sprzedajesz doświadczenie, nie czas.
- Mam czas na kanapę bez wyrzutów sumienia, na nudę, na regenerację. Na nudę. Na ruch, który jest moją randką.
- Na związek, który rośnie, bo idziecie razem, nie jedno za drugim – uprawiamy sport, śmejemy sie zyjemy
- Uczę się hiszpańskiego. Chodzę na warsztaty impro. Robię rzeczy nie związane z zarabianiem i budowaniem bezpieczeństwa finansowego
Nie jestem już tą, która musi wszystko. Jestem tą, która wybiera.
Jestem w procesie terapeutycznym – terapia indywidualna, grupowa, teraz psychodrama i grupy wsparcia, spotkania ludzi w kryzysie.
Widzę wyraźnie, że już wiem, czego chcę – i że to jest fakt, nie porażka. Kanapa stała się bezpiecznym miejscem.
Myślę dużo, planuję w głowie, konsultuję się, uczę się – ale działam mało.
Ruszam się rzadziej niż kiedyś, jem prosto, wybieram to, co najłatwiejsze.
To jest czas, w którym nie pędzę, tylko dochodzę do siebie.
Uczę sie patrzeć na siebie bez oceny – zobaczyć różnicę między dawną mną a tą obecną i nie próbować już wracać na siłę.
Moja przyszłość nie jest powrotem do starego trybu.
Jest wynikiem tego, czego uczę się teraz – w terapii, w zatrzymaniu.
Nie straciłam siebie po drodze.
Ja właśnie do siebie wracam – już bez pośpiechu.