PSYCHODRAMA – mój rok

Podsumowanie mojego roku na psychodramie

Kończę dziś 12 miesięcy psychodramy. To był rok, w którym bardzo dużo zobaczyłam o sobie – nie zawsze wygodnie, nie zawsze lekko, nie zawsze od razu, nie zawsze mi sie chciało ale chyba prawdziwie.

Jednym z najmocniejszych momentów było dla mnie ćwiczenie, w którym miałam wcielić się w bliskie mi osoby i powiedzieć ich oczami, jaka jest Kasia. Szczególnie poruszył mnie Kuba. Zobaczyłam, jak bardzo jestem wobec niego surowa, nakazująca, poprawiająca i kontrolująca – a jednocześnie jak bardzo go kocham. Pomyślałam wtedy, że nie wiem, czy sama lubiłabym siebie na jego miejscu. A on mimo tego mówi, że mnie kocha, że jestem jego siostrą i że wierzy, że jestem mądra. To mnie zatrzymało.

Zobaczyłam też wyraźnie, że mój język miłości często polega na wyręczaniu, pomaganiu, ratowaniu i organizowaniu życia innym ludziom. Problem w tym, że oni często wcale mnie o tę pomoc nie proszą. Ja pomagam na siłę, bo boję się patrzeć, jak ktoś idzie w złą stronę – szczególnie gdy chodzi o alkohol, używki, chaos albo autodestrukcję. Ale coraz mocniej rozumiem, że miłość nie zawsze oznacza interwencję. Czasem oznacza: pozwolić komuś żyć po swojemu, nawet jeśli mnie to boli.

Drugim ważnym obszarem były relacje. Przeżyłam rozstanie, po którym straciłam nadzieję na szczęśliwy związek. A jednak spróbowałam jeszcze raz. Poznałam Łukasza. I dziś jesteśmy razem, mieszkamy razem od pół roku, komunikujemy swoje potrzeby, dbamy o siebie i naprawdę tworzymy dobrą, czułą, śmieszną, wspierającą relację. To dla mnie ogromna zmiana – bo zobaczyłam też, że w poprzednich relacjach nie tylko mężczyźni zawodzili. Ja też często uciekałam.

Trzecim przełomem dot. pracy. Zobaczyłam, że jestem świetna w planowaniu, tworzeniu koncepcji, układaniu projektów, robieniu strategii, stron internetowych, planów, rentowności, załozeń na 10 lat w Excelu, punktów i struktury. Na swojej kanapie potrafię wymyślić cały świat. Ale często nie wychodzę z tym poza dom. Jakbym bała się porażki, oceny albo realnej pracy, która zaczyna się wtedy, kiedy trzeba pomysł pokazać światu. W mojej pracy protagonistycznej o projektach – Lode, AfterLife, Fundacja, „osoba od wszystkiego” – zobaczyłam, że mam potencjał, ale też ogromny opór przed ruszeniem z miejsca.

Czwartym ważnym tematem była kontrola i inicjatywa. Zobaczyłam, że dużo rzeczy „przychodzi do mnie samo”: ludzie mnie lubią, chcą być blisko, zapraszają mnie, szukają kontaktu. A ja sama często nie wychodzę z inicjatywą, konczy im sie cierpliwość. Jednocześnie kontroluję bardzo dużo: mamę, Kubę, Julitę, Kaję, mieszkanie, bliskich, sytuacje. Jakbym chciała mieć wpływ na wszystko, bo wtedy jest bezpieczniej. Tylko że to zabiera powietrze – mnie i innym.

Ważnym etapem było też odejście dwóch przyjaciółek. To boli, ale jednocześnie wiem, że od lat nie czułam się przy nich dobrze. Ich odejście jest stratą, ale też jakimś odzyskaniem przestrzeni. Nie wszystko, co boli, jest złe. Czasem boli właśnie dlatego, że odkleja się coś starego.

Bardzo mocno zapamiętałam pracę z przyszłością – spotkanie za kilka lat po terapii. Okazało się, że w tej wizji jestem szczęśliwa nie dlatego, że wszystko spektakularnie się zmieniło, tylko dlatego, że moje życie jest moje. Nadal jestem z Łukaszem. Nadal jest między nami miłość, wsparcie i dużo śmiechu. Pracuję, ale nie po to, żeby udowodnić swoją wartość światu – raczej trzy dni w tygodniu, po swojemu. Zmieniamy mieszkanie na większe. Mamy z Łukaszem własny biznes. Przez trzy miesiące w roku mieszkamy w Kolumbii. To nie była wizja „kariery na sterydach”. To była wizja wolności. Życia jaki mam dizś. Czyli jestem szczesliwa !!!!!

Jednocześnie zobaczyłam, że nadal bardzo boję się śmierci mamy. Nawet w ćwiczeniu nie umiałam powiedzieć, że jej nie ma. Powiedziałam tylko, że jest z nią gorzej. To chyba pokazuje, jak wielki jest we mnie lęk przed stratą i jak trudno mi dopuścić myśl, że nie wszystko mogę zatrzymać, przewidzieć albo ocalić.

Dużo dowiedziałam się też o swojej wrażliwości. Nie lubię, kiedy mi się przerywa. Nie lubię być upominana. Jestem na to znacznie bardziej wrażliwa niż inni, niż wcześniej myślałam, zamykam sie w sobie, odcinam, buntuje. Może dlatego, że przez wiele lat czułam, że muszę zasłużyć, udowodnić, nadrobić, być lepsza, mądrzejsza, bardziej pracowita. Każde upomnienie dotyka we mnie miejsca, które mówi: „znowu jestem niewystarczająca albo znowu źle”.

Jedna z najważniejszych prac dotyczyła mojej osi życia. Zobaczyłam wtedy bardzo wyraźnie, że do około 19. roku życia byłam szczęśliwie sobą: odważna, działająca, lubiąca ludzi i świat. Potem zaczęłam biec. Za studiami, pracą, pieniędzmi, uznaniem, imprezami, statusem. Czułam się głupsza przez szkołę średnią, więc miałam poczucie, że muszę pracować więcej niż inni, żeby im dorównać. Niszczyłam swoje ciało i siebie, bo trzeba było dawać wiecej niż inni, to było pożądane, dać radę dużym kosztem siebie.

W wieku 27 lat zostałam dyrektorem. Byłam podziwiana. Z zewnątrz to wyglądało jak sukces. Ale w środku coraz bardziej oddalałam się od siebie. Śmierć taty mnie zmiażdżyła, ale ja dalej biegłam na autopilocie, bo „tak trzeba”. Pracowałam, pracowałam, aż się przepracowałam i pękłam. W 2019 roku przyszła depresja, którą chyba ukrywałam przez 3 lata – przed innymi i przed sobą. Robiłam tysiąc rzeczy na minutę, żeby tylko nie być ze sobą.

Potem była terapia 2 lata indywidualna, szpital 3mc, psychodrama i grupa wsparcia na Saskiej Kępie. I coraz mocniejsze rozumienie, że wiele rzeczy, za którymi biegłam, nie było naprawdę moje. To były normy społeczne, oczekiwania, potrzeba podziwu, potrzeba bycia osobą sukcesu. A moje jest coś innego: sport, wolność, spontaniczność, luz życia, ludzie, autentyczność, robienie tego, co naprawdę lubię, ludzie…

Najważniejsze odkrycie tego roku jest chyba takie: przez pierwsze 20 lat życia byłam sobą. Potem przez kolejne 20 lat pędziłam za nie swoim światem. A teraz wracam. A może już wróciłam – tylko uczę się jeszcze nie uciekać od siebie w planowanie, ratowanie, kontrolowanie i udowadnianie.

Z innych prac zapamiętałam też:

Miałam 6 własnych prac protagonistycznych: o Dawidzie i oddalaniu się, o pracy i nieruszaniu projektów, o mężczyznach i uciekaniu z relacji, o bliskich i kontroli i braku inicjatywy docenienia ich, o sobie z przeszłości oraz o sobie po terapii. Każda z nich pokazała inny kawałek, ale wszystkie prowadziły chyba do jednego: chcę żyć bardziej swoim życiem, a mniej życiem zbudowanym z cudzych oczekiwań, lęku i potrzeby udowadniania.

1. „pociąg”, gdzie ustawiłam się w swoim najszczęśliwszym czasie – dzieciństwie. Byłam wtedy sobą: odważna, żywa, ciekawa, lubiąca ludzi i świat. 2. Zapamiętałam ćwiczenie „do kogo mi najbliżej, do kogo najdalej”, które mnie podbudowało. 3. Zapamiętałam odwrócone krzesło, kiedy grupa mówiła o naszych cechach, jak nas wiedża, co lubia co mniej, a potem tworzyła nasze przeciwieństwa. 4. Zapamiętałam dzwonienie do siebie i mówienie dobrych rzeczy, choć szczegóły mi uciekły 5. Zapamiętałam też katastrofę i budowanie świata od nowa – ze uciekłam, gdzie zobaczyłam, że ja już nie chcę być liderem, ale nie bardzo umiem nim nie być. Próbuję stanąć z boku, ale długo nie wytrzymuję i znowu się wtrącam pomału. Stara natura organizatorki świata mówi: „odsuńcie się, ja to zrobię”. No i właśnie – może już nie zawsze chcę i muszę.

Kończę tę terapię z poczuciem, że nie jestem „naprawiona” – i dobrze, bo nie byłam zepsuta. Jestem bardziej świadoma. Widzę swoje mechanizmy: kontrolę, ratowanie, porównywanie się, uciekanie w plan, lęk przed porażką, lęk przed stratą. Ale widzę też swoje zasoby: odwagę, inteligencję, czułość, humor, zdolność budowania relacji, świetne planowanie, sprawczość, ludziolubność i ogromną potrzebę wolności.

Nie chcę już wracać do życia, w którym jestem wszędzie, ale nie ma mnie nigdzie.
Chcę być bliżej siebie.
Bliżej tej Kasi sprzed lat – odważnej, żywej, spontanicznej, lubiącej świat.
I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodziło.


Jedno zdanie na koniec, bardzo Twoje

Przez 20 lat byłam sobą, przez kolejne 20 lat próbowałam zasłużyć na cudze uznanie — a teraz wracam do siebie i pierwszy raz nie chcę z tego robić projektu w Excelu.

Share your thoughts